Coaching i motywacja,  Niepełnosprawność,  Podróże

Podróże o kulach – Derbyshire – czy warto martwić się na zapas?

Podróże o kulach – Derbyshire – czy warto martwić się na zapas?

Dokładnie tydzień temu jechałam na lotnisko. Nie odezwałam się ani słowem do męża, a on wiedział, że tego właśnie potrzebuję –  ciszy by zmierzyć się z moimi emocjami. Drżałam jak liść na wietrze, a łzy cisnęły mi się do oczu. To pierwsza moja samodzielna podroż i do tego jeszcze samolotem. Miałam bardzo wiele obaw. Radość ze spotkania z bliskimi została stłamszona przez lęk i wiele niewiadomych, które czyhały na mnie za rogiem. Nigdy nie byłam pewna siebie, a podróż bez męża czy innej bliskiej osoby wydawała mi się szaleństwem. Ale chciałam się na nią odważyć. Walczyłam sama ze sobą, idąc powoli do hali odlotów. Szalała we mnie burza. Czy potrafię ją okiełznać?

32731981_1684462904968129_3372386863162589184_n

Życzliwość

Mąż oddał mnie w ręce asystenta, gdyż na bilecie zaznaczyłam, że potrzebuje pomocy na lotnisku. Dał mi szybkiego buziaka i oddalił się szybko, a ja z uśmiechem na twarzy czułam jak mój przyspieszony oddech zwalnia. Ktoś się mną zajął, pokierował gdzie iść, szepnął miłe słowo. I wtedy poczułam, że sobie poradzę, byłam z siebie dumna. Okiełznałam burzę, a zza horyzontu wyjrzało słońce. Po odprawie przycupnęłam z plecakiem (nie miałam walizki myśląc, że tak będzie wygodniej, teraz wiem, że spokojnie mogę mieć w przyszłości walizkę i nie muszę się o nią martwić) obok uśmiechniętych dziewczyn, lecących do Barcelony. Strach gdzieś się ulotnił. Podekscytowanie było tak silne, że drażniło mi skórę. Nie zważałam na ból i po raz pierwszy cieszyłam się tym, co mnie spotka. Na lotnisku panował straszny chaos. Ktoś, kogoś wolał, spiker informował o opóźnionym locie, ktoś się śmiał a w oddali płakało dziecko. Pijąc wodę poczułam nagły przypływ zmęczenia, zamknęłam na chwilę powieki i pomyślał o mężu. O jego uśmiechu, motywacji, radach i uporze, żebym leciała sama. Wiedziałam, że będzie tęsknił, ale wierzył we mnie jak nikt inny, bo ja w siebie nigdy nie wierzyłam. Nikt mnie tego nie nauczył… Z zamyślenia wyrwał mnie mój asystent, który polecił mi kierować się do ostatniej bramki. Czas ciekł mi przez palce. Ukłucie zdenerwowania wróciło, ale najgorsze dopiero miało się zdarzyć…

 W przestworzach

Zapinając pas bezpieczeństwa drżącymi rękami w mojej głowie pojawiały się różne scenariusze dotyczące lotu. Zrobiło mi się nie dobrze. Chciałam wysiąść. Moje oczy pragnęły uchwycić nawet najdrobniejszy szczegół, a ja zamykałam je usilnie. Poczułam silne pchnięcie do przodu, mój żołądek tańczył, a serce prawie wyskoczyło z piersi. Pośpiesznie odwróciłam głowę do tyłu, przed oczami mignęły mi malutkie żółte punkciki przypominające świetliki. To miasto nocą. Pierwsze mdłości ustąpiły przeraźliwemu, nieustającemu zatkaniu bębenków. Lot nie trwał długo, ale moje zmęczone, obolałe nogi marzyły o wyciągnięciu się na wygodnym łóżku. Gdyby mnie ktoś zapytał jaki był mój pierwszy lot powiedziałabym, że nie należał do przyjemnych. Nie potrafiłam się odprężyć, zrelaksować i czerpać przyjemności z bycia w przestworzach. Mój umysł pracował na pełnych obrotach i nie chciał słyszeć o odpoczynku.

 Derbyshire, Wielka Brytania

Chwile z rodziną umykają zdecydowanie za szybko. Ani się obejrzałam, a pakowałam się do drogi powrotnej. Derbyshire mnie zachwyciło i oczarowało. Malutkie domki z jeszcze mniejszymi ogródkami zachęcały, aby zapukać do ich drzwi. Zieleń i mnogość kolorów zaskakiwała i oszałamiała. Niespieszność i cisza, która nas otaczała powodowała, że czułam się tam jak w domu. Odmienność kulturowa Anglików urzekła mnie do granic możliwości. Ludzie są pełni życzliwości. Uśmiechają się do siebie na każdym kroku, a nawet śpiesznie zamienione dwa słowa podczas spaceru to ich codzienność. Rzadkością jest używanie telefonu komórkowego czy innej elektroniki. Anglicy kochają dzielić czas z najbliższymi, a ich rozmowy zdawać by się mogło nie mają końca. Na każdym kroku dostrzegalna jest pogoda ducha i akceptacja. Ilość osób niepełnosprawnych, którą spotkałam podczas mojego krótkiego pobytu wprawiła mnie w osłupienie. Tam, ludzie nie boją się żyć, uśmiechać i być aktywnym. Po prostu robią to, co lubią. Nie przejmują się opiniami innych. Kultura osobista względem osób z niepełnosprawnościami zapadła na zawsze w mojej pamięci. Tutaj każdy traktowany jest z należytym szacunkiem. I przede wszystkim nikt nie czuje się „inny niż wszyscy”. Te pięć dni, które tam spędziłam upłynęły mi na błogim, ciągnącym się jak krówki lenistwie. Jedną z wielu przyjemności, jakich doświadczyłam to wieczór indyjski. W doborowym towarzystwie moje podniebienie mogło cieszyć się przepysznym, aczkolwiek nieco ostrym, typowym hinduskim jedzeniem. Słowo „spicy” nigdy już nie będzie brzmieć tak samo. Pozostając w klimacie jedzenia chińszczyzna, którą dane mi było spróbować śni mi się po nocach. Świeżość, dbałość o szczegóły i serce kucharzy czuć było w każdym kęsie mięsa. Coś niebywałego. Jeśli chodzi o podejście Anglików do mody jest z goła inne niż w Polsce. Anglicy ubierają się przede wszystkim wygodnie. Nie mogę powiedzieć, że nie przywiązują wagi do ubioru, jednak nie jest dla nich priorytetem. Żałuję, że nie zrobiłam zdjęć paru stylizacjom, bo były naprawdę ciekawe. Przywiozłam ze sobą parę perełek, więc na pewno zobaczycie kilka stylizacji.

 

32530682_1684463304968089_1643575686578831360_n

 

32592882_1684463091634777_8076933665122156544_n

32387254_1684462874968132_8930780383406981120_n

 Beztroska

Niekończące się nocne rozmowy pełne śmiechu i beztroski – tego moja udręczona dusza potrzebowała najbardziej. Smakowałam powoli każdy poranek. Ze smutkiem żegnałam każdy dzień, bo mimowolnie czułam, że przyniesie coś niesamowitego. Za każdym razem właśnie tak było. Ostrość powietrza, inny odcień zieleni czy radość bratanków uświadamiały mi, że podjęłam właściwą decyzję. Warto się odważyć. Stawić czoła lękom. Żyj tak jak podpowiada Ci serce. Walcz o swoje. Uczucie spełnienia i duma z samej siebie to najpiękniejszy prezent jaki możesz sobie dać. Ja mam apetyt na więcej. Zrozumiałam, że żyłam gdzieś obok. Teraz jestem w samym centrum i chcę to wykorzystać. Wolność, która mną zawładnęła nie zamierza odejść, a ja tulę ją do serca i nie chce puścić.

 

32585693_1684462718301481_5382985157500207104_n

32750603_1684462561634830_199055439063678976_n.jpg

Droga do domu

Lot powrotny okazał się o wiele przyjemniejszy niż poprzedni. W drodze do samolotu również towarzyszył mi asystent, dzięki czemu o nic się nie martwiłam. Prawie zapomniałam o stresie. Dlatego jeśli ktoś z was planuje podróż samolotem, nie martwcie się na zapas, bo to kompletnie nie potrzebne. Zarówno w Polsce jak i w miejscu, gdzie lecicie pomoże Wam asystent. Należy to zaznaczyć w ostatnim kroku przy zakupie biletów. Po dotarciu na lotnisko musicie udać się do obsługi klienta i pokazać bilet. W Polsce wypiszą Wam specjalny voucher. W drodze powrotnej na mój bilet naklejono różowy znaczek z symbolem osoby niepełnosprawnej. Asystent niesie Wasz bagaż i pokazuje drogę. Przez każdą z bramek przechodziłam bez kolejki. Pisząc ten post planuje kolejną samodzielną podróż. Uwierzcie mi, że sobie poradzicie. Czuje się zupełnie inaczej, ta podróż mnie zmieniła. Czas, który spędziłam z najbliższymi, ale również sama ze sobą uzmysłowił mi, że nic nie jest niemożliwe, a strach ma wielkie oczy. Zrozumiałam, że wiele muszę się nauczyć. O sobie samej. Zaufać sobie i dać się ponieść ku nieznanym ścieżkom… To wyzwala wolność, szczęście i poczucie spełnienia.

32731979_1684463371634749_4511049832260960256_n

5 komentarzy

  • Iwona

    Rzeczywiście to przykra i demotywująca sytuacja z jaką spotykasz się Małgosiu. Nie bardzo mogę pomóc. Nie jestem prezesem, kierownikiem czy dyrektorem, ale myślę, że to może lepiej, że nie chcą Cię zatrudnić (wiem, że to może źle zabrzmieć). Chodzi o to, że praca w firmie to raczej nic fajnego. Wiem bo pracowałam. Rozważyłabym dawanie korepetycji z języka polskiego, także zajęcia logopedyczne indywidualne – prywatnie, bądź w poradniach gdzie potrzebowaliby logopedy. No i koniecznie pisz! Ja przeczytalam jedynie fragment, ale na pewno wrócę do Twojego bloga. Pozdrawiam i życzę siły i znalezienia właściwej drogi.

    • Gosia

      Korepetycji już udzielam. A jak tylko skończę logopedię na pewno zajmę się terapią. Dziękuje za odwiedziny i zapraszam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *