Coaching i motywacja,  Niepełnosprawność,  Psychologia

Niepełnosprawność. Czego mnie nauczyła?

Czego nauczyła mnie moja choroba?

Wyobcowanie, niepewność, odmienność i żal do Boga, świata i ludzi. Kiedy byłam  dzieckiem te emocje towarzyszyły mi najczęściej. Nie cieszyłam się z życia, bo z czego tu się cieszyć? Nie mogę biegać jak wszyscy, skakać i pójść sama do sklepu. Jestem niesamodzielna, zdana na pomoc innych ludzi. Byłam nieszczęśliwa, zagubiona. Moja codzienność polegała głównie na rehabilitacji. Tak zapamiętałam dzieciństwo. Ciągłe pobyty w szpitalu, ból i kolejne operacje. Nie rozumiałam, dlaczego tak jest, dlatego to właśnie ja nie umiem chodzić, dlaczego ludzie dziwnie na mnie patrzą na ulicy nazywając kaleką. Czułam się wybrakowana, naznaczona. W mojej głowie mnożyło mnie mnóstwo pytań, na które nie potrafiłam znaleźć odpowiedzi. Rodzice kazali przyzwyczaić mi się do mojej choroby, ponieważ nie ma na nią lekarstwa. Tak będzie już zawsze. Dziś wiem, że paraliżujący strach przed zmianą uniemożliwiał mi dostrzeżenie wielu możliwości, które na niewidzialnej dłoni podawał mi świat. A Pan Bóg wcale się na mnie nie obraził, ale stworzył mnie „taką” po coś. Oczywiście musiało upłynąć trochę czasu, musiałam dojrzeć, zrozumieć pewne mechanizmy rządzące światem, aby poczuć rwące, palące pragnienie zmiany.

Nigdy nie godziłam się z tym, że choruje na Porażenie Mózgowe. Miałam jedno marzenie zapisane na mojej liście a brzmiało ono „Odzyskać zdrowie”. Żarliwie prosiłam Boga żeby zmienił zdanie i mnie uzdrowił. Jednak nic takiego nigdy się nie zdarzyło. Nie popadałam w rozpacz. Pewnego dnia dotarło do mnie, że muszę o siebie zawalczyć. O życie, szczęście, marzenia, sprawniejsze nogi. Zaczęłam intensywniej ćwiczyć. Czułam poprawę, przykurcze ustępowały, poruszałam się dużo sprawniejszej, szybciej. Wkrótce potem nauczyłam się chodzić przy pomocy kuli. Wreszcie! Witaj świecie. Codzienne zakupy, spacer stały się przyjemnością. Cieszyłam się śpiewem ptaków, szumem liści, przypadkowo spotkanym kotem, uśmiechem na czyjejś twarzy. Rozpoczęłam życie na nowo. Moje serce przepełnione lękiem powoli rozbudzało się z długoletniego snu. Wyprosiłam strach ze swojej codzienności. Odszedł ze spuszczoną głową, powłócząc nogami. A ja szybko zatrzasnęłam za nim drzwi.

Po prostu mogę…

Wstaje nowy dzień, słońce jest już w zenicie. Tańczy na firance, podłodze ocierając się o meble. Siadam na łóżku, odgarniam włosy z czoła. Zmawiam modlitwę. Uśmiecham się i szepcze: „Witaj nowy dniu, co mi dziś przyniesiesz?”. Biegnę do salonu odsłaniam rolety. Otwieram okno. Słońce mnie oślepia, mocno grzeje w nagie ramiona. Cieszę, że rozpoczął się całkiem nowy, nieznany, świeży dzień. Wszystko może się zdarzyć. Dobrego, złego. Nieważne. Ważne jest to, że żyję, mogę sama wstać i zaparzyć herbatę.

Odważyłam się na zmiany. Moja psychika najbardziej ich potrzebowała. Jeśli jesteś niepełnosprawny nie oznacza to, że musisz być zdany na czyjąś pomoc. Owszem są takie przypadki, ale należy wtedy cieszyć się z tego, że mamy obok siebie osoby, które chcą nam udzielić pomocy. I innych przypadkach możesz być w mniejszym lub większym stopniu samodzielny. Trzeba tylko tego chcieć. Czasem trzeba się przeciwstawić. Powiedzieć dosyć od tej chwili robię wszystko sam. Poczujesz ulgę i chęć do życia. Nieważne ile masz lat. Weź życie w swoje ręce. Właśnie po to żyjesz – by marzyć, pracować, kochać i śmiać się. Jesteś niepełnosprawny, ale nie gorszy. Masz prawo do własnego zdania, opinii, sprzeciwu. Łatwo nie będzie, bo życie takie nie jest, ale czym nie w tym tkwi jego piękno? Doświadcz je, smakuj i delektuj się nim, bo żyjemy tylko raz.

Tego właśnie nauczyła mnie choroba. Odwagi, dążenia do celu, determinacji, uważności, radości z życia. Jestem niepełnosprawna, lecz szczęśliwa, spełniona i pragnę jeszcze więcej. Choroba nie może mnie ograniczyć, mogę to zrobić tylko ja sama. Dlatego walcz. Jest o co. Skończyłam studia, rozpoczęłam drugie, wyszłam za mąż, podróżuję, piszę bloga, książkę. Próbuję wielu rzeczy. Moja lista marzeń się wydłuża, a ja wiem, że prędzej czy później je spełnię. I mam nadzieję, że Ty także.

 

fot. Weronika Wołoch

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *