Kobiece rozmaitości

Podsumowanie roku 2018. Moja opowieść.

Pamiętam, kiedy rok temu właśnie tej porze pełna optymizmu biegłam do sklepu po zakupy. Wieczorową porą miał przyjechać brat z rodziną. Wspólnie mieliśmy świętować zakończenie starego roku. Desperacko przeszukiwałam sklepowe półki, by znaleźć potrzebne produkty. Zerkałam na listę zakupów, którą zawsze robię. Malutkie, niezgrabne literki stały cierpliwie na swoim miejscu, w szeregu. Czekały aż się uspokoję. Tak sobie dzisiaj myślę… ile we mnie było niepotrzebnych napięć nerwów, ile smutnych, udawanych uśmiechów, ile łez skrywanych przed najbliższymi, ile wzruszeń ramion, niedopowiedzeń? Gorycz i żal dominowały w moim życiu. Bałam się, że kolejny rok też taki będzie. A jak jest dzisiaj? Jak kończę rok? Zapraszam do opowieści…

„Powiedz TAK to słowa, które przez długi czas mnie nie określały, ale do nich właśnie dążyłam. Powiedzieć „tak” to nie chować się (…). Powiedzieć „tak” to robić rzeczy, których się boimy, to powiedzieć prawdę (…) powiedzieć „tak” to zaprosić chaos (…) to skoczyć mimo wszystko”.

Shauna Niequist – „Piękne życie”

 

Styczeń – Luty

Nie umiałam wtedy powiedzieć „tak”. Buntowałam się. Pogubiona. Zawikłana w niewiadomą. Te dwa miesiące były dla mojego ciała, psychiki i duszy kłębkiem chaosu, bólu, osamotnienia, lęku i beznadziei. W listopadzie 2017 roku zachorowałam. To był dla mnie początek końca. Nie rozumiałam dlaczego to właśnie mnie musiało dotknąć to cholerne Hashimoto. Nie panowałam nad emocjami, dolegliwościami. Nie miałam siły. Ta choroba wyssała ze mnie życie, miłość, empatię. Liczyłam się tylko ja i moje niekończące się, nieprzespane noce. Dużo krzyczałam. Czułam, że zaraz pękną ściany, a razem z nimi ja posypię się jak pył. Zmieniałam lekarzy i mimo drobnej poprawy samopoczucia nienawidziłam siebie, świata, Boga i ludzi. Pustka w środku mnie pochłaniała. Nagle… wszystko zniknęło. Zmieniłam lek, dawkę i czułam jak powoli, nieśmiało kiełkuje we mnie życie. Niebo stało się bardziej błękitne. Depresja szurając butami wycofała się w cień, a jedzenie bezglutenowe dawało się zjeść. Przecierałam oczy ze zdumienia myśląc, że to wszystko było koszmarem. Z dnia na dzień uśmiech pojawiał się w moich kącikach, a mąż oddychał spokojniej. Równowaga i harmonia. Musnęłam je dłonią, one śmiejąc się radośnie przyciągnęły mnie mocno do siebie. A ja nie chciałam ich puścić.

 

Marzec

Wybraliśmy do naszego ukochanego Krakowa. W powietrzu czuło się wiosnę, a ja uparcie nosiłam jeszcze beret. Każdego ranka smakowała słodkich dżemów w „Charlotte”, drugi chowając do torby. Francuskie nuty koiły moje uszy, a Ty zapomniałeś zabrać czapkę z daszkiem. Z pełnymi brzuchami przemierzaliśmy ulice Krakowa, goniąc gołębie na rynku i zapamiętując w sercu te chwile. Znów zapragnęłam studiować, zamiast tego sięgnęłam po zeszyt przelałam myśli na papier i szepnęłam: „Kocham cię”.

 

Kwiecień

Ziemia budzi się do życia. Kwiaty otwierają swoje pączki, drzewa przyodziewają się w cudowne kwiecie, ptaki śpiewają śmielej, a ludzie odwracają twarz do słońca. Tego dnia postanowiliśmy, że kupimy psa. Bardzo potrzebowałam kompana, ponieważ nie czułam się jeszcze na tyle silna, by wrócić do pracy. I pojawiła się Daisy. Maleństwo, zlęknione, pragnące mleka, miłości i domu. Spała między naszymi poduszkami, piła łapczywie mleko z butelki i z dnia na dzień zostawiła mniej kałuż. Uczyła się szczekać, merdała ogonkiem i uwielbiała spacery. Pamiętam nasze łzy wzruszenia, kiedy opanowała spacer na smyczy, poznała pierwszego kolegę czy podała łapkę. Dziś jest naszą obrończynią. Przyjaciółką. Dom bez niej nie byłby taki sam. Miłość do niej nauczyła mnie pokory, cierpliwości. Przy niej czuje się bezpieczna. Mam o kogo zadbać. To ona była pierwszym krokiem do wyjścia z depresji. Jej brązowe oczy, mały nosek i białe łapki stanowią dla mnie kwintesencję szczęścia. Jest piękna, mądra, jedyna w swoim rodzaju. Uwielbiam, kiedy się uśmiechała i domaga pieszczot. Lubię czuć ją blisko. Kiedy widzę jej ślady na kanapie już się nie złoszczę. Wiem, że leżysz na środku łóżka, kiedy wychodzę, zdradza cię wygnieciona pościel. Wiem, że nie lubisz jeść sama. Wiem, że śpisz spokojnie, kiedy chrapiesz bardzo głośno. Wiem, że nas kochasz, bo dla nas jesteś całym światem. W kwietniu również powstał mój blog. Moje miejsce w sieci. Moje dziecko. To tam publikuje moje teksty. Wkładam w to całą swoją duszę i serce.

Maj

Dni ciągnęły się niemiłosiernie z powodu potwornych upałów, a ja powróciłam do pomysłu napisania książki. Wiele czytałam, spacerowałam i tworzyłam. Wybraliśmy się wtedy w krótką podróż do Zakopanego. Weszłam sama pod niewielką górkę w Dolinie Małej Łąki – duma rozpierała mnie i męża. Mimo, że nie czułam się za dobrze, dokonałam niemożliwego. Nowe siły, energia wróciły, a ja z wypiekami na twarzy ledwo doszłam do hotelu. Góry zwykle mnie pokonują, ale tym razem to ja zwyciężyłam. Przypływ odwagi i determinacji popchnął mnie delikatnie na dużo głębsze wody… Poleciałam do Wielkiej Brytanii. Sama. Z plecakiem. To był mój pierwszy lot samolotem. Dosłownie myślałam, że zginę na lotnisku, ale po raz kolejny Bóg otoczył mnie opieką dobrych ludzi i dał siłę na więcej. Zaczęłam kochać życie, poczułam głębiej… Wpatrzona w chmury wycierałam łzy rękawem od swetra. Odważyłam się. I nie poniosłam porażki. Chcę żyć. Nie będę stać już w miejscu.

Czerwiec

Ten miesiąc upłynął mi na zjadaniu jak największej ilości malin, borówek i truskawek. Zaczęłam częściej gotować, utworzyłam grupę na facebooku „Dieta w Hashimoto” i tam publikowałam swoje przepisy. Zwolniłam tempo i delektowałam się latem. Biegałam pośród zbóż ciesząc się ich złotym odcieniem. Opalałam swoją bladą skórę i zaczytywałam się aż do świtu.

Lipiec

Wyruszyliśmy na wakacje. Do naszego miejsca na ziemi – Medjugoria. Po raz kolejny zatrzymaliśmy się u naszych przyjaciół – Agnieszki i Jure. Poznaliśmy się prawie trzy lata temu. Ich dobre serce, szczery uśmiech i przyjazne usposobienie sprawiły, że poprosiliśmy ich, aby zostali naszymi świadkami. Ten najważniejszy dzień w życiu powierzyliśmy Matce Bożej w jednym z pobliskich kościółków w pewne kwietniowe popołudnie, skroplone świeżym deszczem.  Zakurzone drogi, dźwięk cykad i parne powietrze. Tak pamiętam tegoroczny wyjazd. Wykonaliśmy tam cudowne zdjęcia, zajadaliśmy się pysznym jedzeniem i wiele godzin wędrowaliśmy do miejsc, które skradły nasze serca. Spędziliśmy kilka godzin nad morzem. Pluskając się w krystalistycznie czystej wodzie, zanurzając stopy w gorącym od słońca piasku i słuchając mew. Śpiewaliśmy ulubione piosenki na całe gardło, a nasze spojrzenia ciągle były pełne śmiechu i wdzięczności, że dane nam jest tego wszystkiego doświadczyć. Wieczorami dziękowaliśmy za te beztroskie chwile Najświętsze Panience podczas Mszy Świętej.

 Podczas jednej adoracji mąż poszedł do spowiedzi, poprosił żebym pilnowała jego rzeczy. Modlitwa pochłonęła mnie jednak tak bardzo, że całkowicie o tej prośbie zapomniałam. Skradziono mężowi telefon reszta wyjazdu upłynęła mi na uspokajaniu męża, żarliwe modlitwie i boć co boć rozczarowaniu, iż w tak świętym miejscu zdarzą się tak przykre rzeczy. Straciłam czujność. Miałam do siebie pretensje i było mi smutno. Po powrocie do domu mąż poszedł wyjąć pocztę. Przyniósł do domu zwykłą, niezaadresowaną kopertę. Wyjął jej zawartość. Pamiętam zdumienie rysujące się na jego twarzy. To był telefon, którego miałam pilnować. Nikt z naszych znajomych nie był z nami w podróży, więc nie mógł go przynieść. Po dziś dzień uważamy, że zdarzył się cud.

Podczas pobytu w Chorwacji, mimo przykrego zdarzenia czerpałam garściami.  Czułam się wolna, kochana i rozumiana przez świat, a różaniec w mojej kieszeni pomagał mi otwierać serce na nowe doświadczenia. Pamiętam, że moje słone włosy przypalało słońce, a skóra koloru czekolady silnie kontrastowała z białą sukienką. W drodze powrotnej spełniłam jedno ze swoich marzeń – zobaczyłam Wiedeń. Byliśmy tam zaledwie kilka godzin, a wąskie, tajemnicze uliczki skradły moje serce. Piłam najlepszą lemoniadę pod słońcem, a makaron nigdy nie był tak smaczny. Podglądałam mieszkańców robiących pranie, czy kupujących leki w aptece. Jakaś para wpatrzona w siebie sączyła wino, a ja tańczyłam na środku jezdni chłonąc chwile. W bardzo starym sklepie papierniczym kupiłam zeszyt, usiadłam w kawiarni i zaczęłam pisać. Zapach kawy mącił mi w głowie, a ja żeby nie uronić ani słowa przygryzałam wargi. Moja krótka sukienka, wygodne sandały, opaska we włosach, aparat na szyi zdradzały, że jestem turystką. A ja rozdawałam uśmiech każdemu. Wyciągnęłam rękę do męża, puściłam oczko. On już wiedział, że jestem najszczęśliwsza na świecie. Wiedeń pachniał niedawnym deszczem, winem i elegancją. Zgubiliśmy drogę, ale trzymając się za ręce biegliśmy przed siebie. Pomachałam do turystów, przywitałam się z psiakiem podobnym do Daisy i wsiadłam do samochodu podziwiając pola słoneczników. Moje zmęczone podróżą ciało marzyło o lekko szorstkiej, białej pościeli.

Sierpień

Tworzę. W dzień. W nocy. Nieustannie.

 

Wrzesień

Zapisałam się na warsztaty rozwoju osobistego. Zupełnie nie wiedziałam jak to będzie wyglądać. Otworzyłam swoje serce jeszcze mocniej na ludzi i świat. Wylałam wiele łez. Usta bolały mnie od śmiechu. Moje szare komórki zaczerwieniły się z wysiłku. A ja poznałam cudowne, mądre kobiety. Skupiłam się na nich, pierwszy raz od dłuższego czasu nie na sobie samej. To mnie uzdrowiło w pełni. Zaczęłam uczęszczać na terapię indywidualną. Teraz akceptuje siebie, nie porównuje się, lubię swoje odbicie w lustrze i przepełnia mnie wdzięczność. Jestem ważna, dobra i piękna (Madziu, wiem, że jesteś teraz ze mnie dumna). Zajrzałam w głąb siebie, dotknęłam blizn. Ciągle niezagojonych. Odcięłam się od toksycznych ludzi. Zauważam swoje potrzeby i pragnienia. Daje dojść do głosu swojej duszy i czuje spokój. Żyje w zgodzie ze sobą. To piękne.

Październik

Postanowiłam, co chcę w życiu robić. Odetchnęłam pełną piersią. Nie będę więcej spełniać oczekiwań innych ludzi, jedynie swoje własne oraz tych, którzy szczerze mnie kochają. Zdrowie niestety znowu mi się sypie. Moje zapalenie wątroby i inne problemy nie powalą mnie na kolona. „Dobrze jest znać diagnozę” – powiedziała piękna, mądra kobieta. To święta prawda. Porządkuje umysł i ciało.

Listopad

Dni stają się krótsze, szare, a niebo coraz częściej ma kolor granatu. Siedzę przy oknie i pisze. Dom nabiera świątecznego klimatu, a Daisy zakochała się w śniegu. Więcej piekę, planuje i wygrzewam stopy w kapciach. Zanurzam się w otchłani Netflixa, nos mi marznie na dworze, a Emil parzy kolejny kubek herbaty. Witaj, zimo! Poczułam, że duch przygody klepie mnie przyjaźnie po ramieniu. Kolejna samodzielna podróż. Tym razem z walizką. Ciepła Anglia, depczące nam po piętach Halloween i długie spacery. Powietrze pachnie tu deszczem, a ja nie czuje żadnych dolegliwości. Pomarańczowe liście powoli opadają. Czas wracać i ulepić bałwana.

Grudzień

Cieszę się nadchodzącymi świętami. Zerkam na listę świątecznych zakupów i podkręcam temperaturę w mieszkaniu. Dotykam gałązek choinki, robię ostatnie badania i nucę kolędy. Jestem spokojniejsza. Wybrałam się również na warsztaty z tworzenia „Mapy Marzeń”. Po raz kolejny posłuchałam swojej intuicji i nie zawiodłam się. Mapę Marzeń stworzyło moje serce w zgodzie z umysłem. Kolejny rok będzie przepełniony równowagą i bliskością. Kiedy słucham siebie, wiem, że sobie poradzę. Czyniąc coś w zgodzie z własnym sumienie, czuje jako moja dusza ulatuje wysoko. Słyszę śpiew aniołów. W ten wyjątkowy grudniowy wieczór, kiedy łamiemy opłatek czekam na przyjazd bliskich. Zapalam więcej świec i plamie obrus barszczem. W tym roku mam mniej uszek niż w zeszłym. Za parę dni spędzę ostatnią noc grudniową z lokami na głowie we wnętrzu teatru na koncercie. Ścisnę rękę męża i poczuje ucisk w sercu. Wzruszenie. Wytchnienie.

Czego sobie życzę w Nowym Roku?

Jedynie zdrowia. Wszystko, co najdroższe mam tuż obok i właśnie zerkam na ich zabawę, śmiejąc się pod nosem. Życzę sobie żebyśmy powiększyli rodzinę, mieli samych dobrych ludzi obok siebie. Żebym zawsze umiała powiedzieć sobie “TAK”, nawet wtedy kiedy będą to trudne chwile. Żebym dalej czarowała Was słowem i wydała książkę. Cieszyła się z małych rzeczy, odkrywała świat. Otwierała serce i umysł… Tego wszystkiego życzę i Tobie! Życzliwości, dobroci i wiary. Wdzięczności, za wszystko, co masz. Szczęśliwego Nowego Roku 2019!

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *