Kobiece rozmaitości,  Psychologia

O fundamencie kobiecości.

 

Nigdy nie lubiłam patrzeć na siebie w lustrze. Przymykałam powieki, zęby szorowałam zamaszyście szczoteczką, oczyszczałam twarz, nakładałam warstwę ulubionego kremu i szybko zamykałam drzwi łazienki, po to by nie spojrzeć, choćby niechcący na tą drobną, filigranową, w odcieniu kości słoniowej twarz. Na te morskie oczy głęboko osadzone, na burze niesfornych krótkich włosów opadających lekko na twarz. Dlaczego? Bałam się dostrzec w sobie piękno, inteligencję i mądrość. Przez długi czas uważałam, że otoczenie dostrzega tylko kule, a nie mnie jako osobę, kobietę. Nie rozumiałam tego, że mogę się podobać, że potrafię być kobieca…

Dzisiaj myślę, że za bardzo skupiałam się na swojej niepełnosprawności. Czułam się inwalidką, a nie kobietą. A przecież każda z nas czy zdrowa, czy chora jest piękna, pociągająca, obdarzona talentami, zaletami i wadami. Ja odkrywam swoją kobiecą duszę każdego dnia. Uczę się siebie, obserwuję, analizuję i doświadczam… To proces, który trwa. Potykam się o własne nogi, wstaje, otrzepuje się i idę dalej.

Brakowało mi…

Zawsze byłam osobą nieśmiałą, podpierałam ściany, chowałam się w za dużych ubraniach, rzadko się malowałam i myślałam o sobie bardzo źle. Kuliłam się w sobie coraz bardziej, ale wiedziałam, że kiedyś to się zmieni, że rozkwitnę. I tak się stało. Wiele lat później poznałam mojego męża i to właśnie, dzięki niemu moja uśpiona kobiecość przeciągając się leniwie, rozbudziła się na nowo do życia. Bardzo powoli zaczęłam akceptować siebie. Eksperymentowałam z długością włosów, makijażem czy stylem ubioru. Próbowałam, nie poddawałam się. Momentami było mi naprawdę ciężko. Czułam się zagubiona i z zazdrością patrzyłam na koleżanki, które zawsze świetnie wyglądały, były pewne siebie, seksowne. Moje poczucie wartości w ich towarzystwie zwykle malało do zera. Było znikome i przezroczyste.

Jakiś czas temu zdecydowałam się na terapię. I to właśnie podczas jednej z sesji wpadłam na pomysł projektu o kobiecości. Pomyślałam, że przekażę innym kobietom to, co już wiem, czego doświadczyłam. Pomogę im odkryć wewnętrzne i zewnętrzne piękno, które mają w sobie, ale często go nie dostrzegają lub nie potrafią zaakceptować jak ja.

„Akceptować siebie to być po swojej stronie, być swoim sprzymierzeńcem. W znaczeniu najbardziej podstawowym samoakceptacja odnosi się do poszanowania i troski o siebie, które wynikają z faktu, że jestem żywą i świadomą istotą”. Branden

Na moją samoakceptację znacząco wpływała moja choroba. Nie lubiłam siebie, co więcej nie chciałam zacząć siebie lubić. Dopiero terapia uświadomiła mi jaki mam ogromny problem. Jestem pogodną osobą, zawsze się uśmiecham i wszędzie mnie pełno, lubię wyzwania. Nikt nie powiedziałby, że nie akceptuje siebie i swojej kobiecości prawda? A przecież samoakceptacja jest fundamentem kobiecości i pewności siebie. Teraz przedstawię kilka sposobów, które pomogły mi uwierzyć w siebie i swoje piękno:

 

  1. Pogódź się z porażką z tym, że nie wszystko układa się tak jakbyś chciał.

Najlepiej powiedz na głos, co jest nie tak, czego nie lubisz itp. Nie bój się mieć własne zdanie. To pozwoli ci zrozumieć swoje emocje, myśli i zdarzenia. Kiedy zrozumiesz, dlaczego nie potrafisz czegoś zaakceptować, ruszysz z miejsca

 

  1. Rozmawiaj ze sobą

Zapisuj, analizuj, obserwuj, eksperymentuj. Prowadź ze sobą dialog. Ja prowadzę dziennik. Wszystkie wątpliwości, frustracje, radości – zapisuje. Poznaje siebie. Głębiej.

 

  1. Otaczaj się dobrymi ludźmi

Tylko tacy będą Cię motywować i wspierać w działaniu. Szukaj ludzi i miejsc tylko takich, w których czujesz się dobrze. Ja bardzo długo zwlekałam z odcięciem się od toksycznych ludzi, relacji. Teraz oddycham pełną piersią i cieszę się z każdego dnia.

 

  1. Uważaj na swoje myśli

Kiedy otwieram oczy, zaraz po modlitwie, powtarzam słowa: „To będzie dobry dzień!” I uśmiecham się szeroko. Pozytywne nastawienie to pozytywne myśli. Staram się nie złościć, nie marudzić, myślę o sobie dobrze. Był taki czas, kiedy przygnębienie ciągnęło się za mną i nie chciało puścić. Pozwalałam sobie na takie zachowanie, bo myślałam o sobie źle. Kiedy uważam na swoje myśli i otaczam się dobrem jest lepiej.

 

  1. Szanuj siebie, uczucia, ciało

Szacunek do samego siebie to podstawa. Jeśli wykonasz zadanie, coś pójdzie po Twojej myśli albo podobasz się sobie w tej sukience – pochwal sama siebie! Doceniaj siebie za to co robisz, jak traktujesz ludźmi, zwierzęta, miejsce, w którym teraz jesteś. Nie obawiaj się powiedzieć: „Ale jestem w tym dobra” albo „Jestem najlepsza”. Naucz się mówić głośno o uczuciach. To ważne. Ja bardzo często nie chcąc kogoś zranić, milczałam to największy błąd. Mów o swoich oczekiwaniach, wymaganiach niestety, ale nikt nie siedzi nam w głowie. Frustracja rodzi się z niewłaściwej komunikacji. Im mniej w Tobie złych emocji tym lepszy masz dzień. Dbaj o sobie. Badaj się, odwiedź kosmetyczkę, fryzjera, zrób coś dla siebie.

6. Uśmiechaj się!

Do przypadkowego przechodnia, zwierzaka, bliskich. To najpiękniejsze ubranie, jakie może przywdziać kobieta.

Patrzę na atramentowe niebo, szybko zapisuje myśli, prawie niedbale. Pies smacznie śpi, a ja zamykam oczy i wsłuchuje się w siebie. Czuje się kobieca nawet w dresach, w wilgotnych od kąpieli włosach, w okularach, z lekko podkrążonymi oczami, śmiesznych kapciach i wełnianych skarpetach. Przecież nic do siebie nie pasuje, powie ktoś. Akceptacja oddycha łagodnie i tuli mnie do siebie. Jest mi ze sobą dobrze i to się liczy. Kobiecość to przede wszystkim zadowolenie z siebie, swoich działań i decyzji. Kobiecość to pewność siebie. To ulubiona szminka na ustach, szpilki na nogach czy fryzura, w której czujesz się tak świetnie, że chcesz podbić świat.Kobiecość nie posiada definicji. Każda z nas jest jej elementem. Zacznij odkrywać siebie, rozmawiać ze sobą, poznawać. Zacznij rozumieć siebie, a zauważysz, jaka jesteś piękna.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *