Jestem pisaniem. O tym, czym jest dla mnie proces twórczy.

Usiadłam wygodnie na kanapie, na której widoczne były ślady zużycia. Wzięłam do ręki zeszyt i długopis. Na samym początku w mojej głowie rozbrzmiewała pustka. Przebłysk. Jedno słowo. Pajęcze wspomnienie. Wątłe, ledwo zapamiętane. Wyblakłe, a jednak żywe. Słowa popłynęły ze mnie strumieniem, wylały się, a ja nie nadążałam pisać. Czy tak jest zawsze?

 

 

Romantyczka…

Jestem artystyczną duszą. Muszę mieć przestrzeń, dobrą energię i siłę. Mój artyzm przejawia się w słowie, w sposobie w jaki odbieram ludzi i świat. Chłonę każdą emocje, czy to dobrą czy złą. One we mnie kiełkują, rosną lub obumierają. Złe chwile często odchorowuje. Jestem bardzo wrażliwa. Jestem romantyczką. Bardzo dużo obserwuję, zapisuje, pytam i rozmawiam sama ze sobą. Staram się w każdym odnajdywać dobro, a świat, zwykła codzienność mnie inspiruje. Wdzięczność, modlitwa czy chwile z bliskimi napędzają mnie do działania, do tworzenia. Czasem wystarczy jedno słowo, gest, spojrzenie, moment. Zapisuje to w sercu, a później przelewam na papier i przekazuje Wam. To rzadko są rzeczy wielkie, patetyczne, wyolbrzymione. Skupiam się na rzeczach pozornie błahych, niezauważonych. Uważam, że do dar. To taka umiejętność, którą trudno przekazać słowami. Czuje to wszystko swoim sercem i duszą. Przefiltrowuje.

Mój proces twórczy…

  1. Jednym słowem jest długotrwały. Bywają dni, kiedy nie napiszę zupełnie nic, a czasem jest tak, że piszę cały dzień i tak niezauważalnie filiżanka ukazuje mi swoje dno, a ja ją ciągle napełniam.  Efekt końcowy nie jest widoczny od razu gołym okiem, trzeba czekać, a ja tupię nogą we zdenerwowania.
  2. Podobno artystów nie należy popędzać i chyba coś w tym jest, bo niejednokrotnie chciałam zmusić się do pisania. W głowie miałam mętlik i ochotę jedynie na lody i spacer.
  3. Praktycznie każdy zaczynam się od modlitwy, bo to Pan Bóg daje mi natchnienie.
  4. Najlepiej tworzy mi się, gdy jestem sama, jest cicho i tylko pies drepcze po kątach, domagając się uwagi.
  5. Na zewnątrz bądź przy oknie. Tak, zdecydowanie. Natura stanowi dla mnie rodzaj azylu. Wyciszam się i zbieram materię, z której coś stworzę, oplatam się nią, by jej po drodze nie zgubić. Przy oknie dotykam kropli deszczu, która zaraz stuknie o parapet albo złapię smugę różowatego słońca.
  6. Czy jestem specyficzna tudzież dziwna? Chyba nie. Zwyczajna. Zatrzymana w czasie. W innej epoce i lubiąca trochę inne rzeczy niż wszyscy, choć może tego na pierwszy rzut oka nie widać, ale powoli to się zmienia.
  7. Czy jestem artystką i czy tak siebie nazywam? Mąż tak o mnie mówi. Twierdzi, że jestem wolnym duchem, a ja właśnie tego potrzebuje wolności, by pisać. Kiedyś nie nazwałabym siebie artystką. Takie WIELKIE słowo, a dzisiaj już tak. Wiele osób tak o mnie mówi.

 

Zdjęcia wykonała: Weronika Wołoch, w przepięknym oprószonym resztką śniegu Ogrodzie Saskim w Lublinie.

Był taki czas, że porzuciłam pisanie. Było mi smutno, ciężko, źle. Nie rozumiałam dlaczego. Teraz już wiem. Muszę karmić swoją wygłodniałą duszę literaturą i zgrzytem pióra o papier. Nie umiem bez tego funkcjonować. Jestem pisaniem. Już niedługo (naprawdę, bardzo niedługo) zaprezentuje Wam moje pierwsze dzieło! Tworzę teraz trzy kompletnie różne rzeczy. To wszystko przyszło tak nagle. Trzymajcie kciuki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *